06/14/2026
Teraz możemy to powiedzieć
W czasie, kiedy Franek Sterczewski, uczestnik humanitarnej flotylli, próbującej dotrzeć do Gazy, został zatrzymany, zbrodnie izraelskiej armii w Gazie nie były jeszcze potwierdzone. Świat, w tym również Polska, z niedowierzaniem, a nawet niechęcią, odbierał doniesienia o zbiorowych mordach na Palestyńczykach (minister Sikorski, obawiając się dyplomatycznych strat, przez długi czas nie wydawał żadnego potępiającego Izrael oświadczenia).
Proizraelscy publicyści i działacze, broniąc zarzutu o ludobójstwo, do tej pory sugerują, że ponad 70 tys. zamordowanych przez Izrael (w tym ponad połowa to cywile i 15 tys. dzieci!) to wymysł prohamasowskiej propagandy i antysemickiej lewicy. A nawet, jeżeli są jakieś ofiary – twierdzą cynicznie obrońcy działań Izraela – to jest to „normalna” konsekwencja wojny.
Franek Sterczewski wrócił do kraju na tarczy. Flekowano go z każdej strony; że jest głupi, naiwny, że zrobił cyrk i naraził polskiego podatnika na koszty ewakuacji. Jan Hartman i inni publicyści nazywali go wprost prohamasowskim terrorystą. Wszędzie zamieszczano zdjęcie Franka owiniętego „arafatką” jako dowód jego intencji i sympatii.
A jednak to właśnie ten młody, „naiwny” idealista, czy teraz zatrzymana przez Izrael i uwięziona potem w Libii polska aktywistka, Laura Kwoczała, nie tylko zwrócili uwagę na zbrodnie Izraela, bo te są już powszechnie znane, ale dodali odwagi tym, którzy ulegają emocjonalnemu szantażowi ('z uwagi na pamięć o Holokauście nie można krytykować Izraela').
Zbrodnia to zbrodnia.
Dariusz Wiśniewski
05/30/2026
Dwa listy: jedna kultura, dwie moralności
Do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego skierowano dwa otwarte listy, podpisane przez ludzi kultury i aktywistów. Oba domagają się odmiennych działań.
Pierwszy z nich, mówiąc ogólnie, oczekuje, aby Polska administracyjnymi środkami podjęła walkę z nasilającym się w Polsce antysemityzmem. Według sygnatariuszy tego listu, atmosfera w Polsce przypomina r. 68, a więc (w domyśle), jeżeli nie podejmiemy stanowczych działań, nastąpią masowe prześladowania mniejszości żydowskiej.
Drugi list apeluje, aby rząd zerwał czy mocno ograniczył gospodarczą, kulturalną i dyplomatyczną łączność z Izraelem za „prowadzenie ludobójczych działań”. Uczyniło tak już kilka państw i wiele organizacji.
Oba listy dotyczą tej samej kwestii. Ale tylko jeden stosuje moralny szantaż wobec opinii publicznej.
Według autorów tego właśnie listu, każdy, kto jest zszokowany masowymi mordami na Palestyńczykach w Gazie (grubo ponad 70 tys. w tym 15 tys. dzieci) jest automatycznie zwolennikiem terroryzmu i popiera Hamas. A zatem krytyka dzisiejszego Izraela ma postawić krytykującego w dwuznacznej sytuacji; grozi stygmatyzmem, wstydem, a przede wszystkim ma go powstrzymać przed wyrażaniem swojego oburzenia. Ta wyraźnie wytłuszczona sugestia, według mnie, dyskredytuje autorów i poddaje w wątpliwość szczerość ich odezwy.
W tym samym celu, a więc aby zakwestionować, zminimalizować i wreszcie całkowicie zatuszować ludobójcze działania Izraela, ci sami ludzie toczą w mediach społecznościowych nie kończące się spory o liczbach zabitych w Gazie, podpowiadają zdziwionym czytelnikom, że zamordowane dzieci to tak naprawdę młodociani bojownicy Hamasu, podważają definicję „ludobójstwa” itd.
List ten w dość ordynarny sposób próbuje zakneblować usta innym.
Z tego powodu nie mogłem go podpisać.
Dariusz Wiśniewski
05/13/2026
Zemsta „miękiszona”
Jego ucieczka do Budapesztu była dla Polaków emocjonująca, trochę jak z filmu, ale medialnie wydarzenie miało charakter lokalny. W USA to co innego. „Miękiszon” wszedł na główną scenę. I od razu wyzdrowiał.
Z rumieńcami na twarzy, zadowolony i uśmiechnięty, pojawił się w TV Republice, drwiąc z polskiego rządu i wymiaru sprawiedliwości. Dla demokratycznej Polski była to przykra i frustrująca chwila.
W ciągu zaledwie kilku dni Ziobro z mało znaczącej karty przemienił się w atutowego asa z możliwością wielokrotnego użycia przez opozycję nie tylko w przyszłych wyborach, ale również w działalności propagandowej. I stał się przez to niezwykle cenny.
„Nieskutecznie i nielegalnie ścigany” otworzył dla całej prawicy możliwość rozpoczęcia wielu narracji – wcześniej zupełnie nie branych pod uwagę – w tym ludową opowieść o wygnanym z kraju „niezłomnym męczenniku, który pokonał tyrana Tuska”. Kaczyński z pewnością będzie budował też narrację, że ingerencja Trumpa w pomoc „miękiszonowi” jest wyrazem niechęci wobec Tuska.
Wszystkie te aspekty i nieznane jeszcze polityczne konsekwencje (w tym nasze relacje z USA) to fatalny prognostyk dla rządzącej Koalicji. Rząd i prokuratura są bezradni. Jedyne, co można zrobić, to wszcząć długotrwałą procedurę ekstradycyjną. Bez żadnych gwarancji powodzenia. Młyny sprawiedliwości mieliły i tak wolno. Teraz przestały się w ogóle obracać.
Tymczasem perspektywa, kiedy Ziobro powraca do kraju po wyborach, witany owacyjnie przez prawicowe tłumy, przyjmuje tekę ministra sprawiedliwości i rozpoczyna represje wobec Żurka i Tuska, nie jest już taka nierealna.
Dariusz Wiśniewski
05/08/2026
Wiemy kim jesteś, Nawrocki
Ktoś, kto swoje dotychczasowe życie wypełniał ustawkami, sutenerstwem, wyłudzaniem majątków i innym koorestwem, nie przemorfuje nagle w słowika albo różowego aniołka.
Poza światem metafizycznym, takie metamorfozy nie są raczej możliwe.
Batyr, prawdopodobnie z braku odwagi czy ze względu na cechy osobowościowe, wybrał makijaże – pudry i maski, które miałyby sugerować „cudowne przemienienie”. „Wzruszony” tragedią, jaką była tragiczna śmierć Łukasza Litewki, wyznał łkając, że „bardzo chciał z nim współpracować”. Nikt tego nie kupił. Potem zapragnął podpiąć się do pozytywnej energii, wytworzonej przez zbiórkę Latwoganga. Ale Łatwogang go pogonił. Po uwolnieniu z białoruskiego więzienia Andrzeja Poczobuta, Bogucki puścił natychmiast fałszywkę, że dziennikarz zawdzięcza wolność działaniom Batyra. Również i w tym przypadku puder odsłonił zwykłego gnoja.
My wszyscy wiemy, kim jesteś.
Dariusz Wiśniewski
04/24/2026
„Wałek” Piesiewicza
Radosław Piesiewicz, prezes PKOL, ogłosił publicznie, że on, prywatnie, również zainwestował w Zondę. A więc nie tylko sportowcy zostali wydymani. On też jest ofiarą. Prawie tak samo, jak Tomasiak.
Piesiewicz oferuje alibi. Przed zawiązaniem sponsorskiej umowy z Zondą, wysłał list, a właściwie powiadomienie do ABW, że PKOL zamierza wejść w biznesowe zależności z zagranicznymi podmiotami. Prezes twierdzi dzisiaj, że oczekiwał od ABW informacji potwierdzających rzetelność tych podmiotów.
Które chyba miał tylko na myśli, bo w piśmie ich nie nazwał.
I to jest najważniejszy detal. Piesiewicz nie pytał o konkretną firmę; w piśmie nie pada nawet słowo „kryptowaluta”. A to oznacza, że prezes nie oczekiwał też konkretnej odpowiedzi. Pismo miało być dodatkową uszczelką przed przyszłym ciśnieniem ze strony opinii publicznej i być może prokuratury. Po 5 dniach od wysłania pisma, a więc bardzo szybko, Piesiewicz przyjął sponsoring Zondy.
Na pytanie dziennikarza, odpowiada, że nie ma sobie nic do zarzucenia i będzie kandydował na to stanowisko w przyszłym roku (blisko 60 tys. zł brutto miesięcznie).
Polskim sportowcom życzymy sukcesów, ale niekoniecznie medali olimpijskich.
Dariusz Wiśniewski
04/02/2026
„Zabić Szczygła”
Po sieci krąży petycja, mająca na celu odwołanie Mariusza Szczygła, znanego reportażysty, z honorowej funkcji ambasadora edukacyjnej akcji „Żonkil”, upamiętniającej ofiary powstania w getcie warszawskim. Mariusz Szczygieł nie nadaje się, bo okazał się „niewystarczająco” proizraelski, a poza tym wyrażał solidarność z ofiarami Gazy. I ten fakt, według autorów petycji, całkowicie go dyskwalifikuje.
Krytyka oraz oburzenie wobec Izraela za wymordowanie około 70 tys. Palestyńczyków, w tym 15 tys. dzieci, wiąże się natychmiast z ryzykiem, że krytykujący zostanie okrzyknięty jawnym antysemitą i „hamasiarzem”. Mariusz Szczygieł właśnie tego doświadczył. Nie tylko zresztą on.
Stygmatyzowanie oponentów politycznych antysemityzmem jest dzisiaj dość popularne; ma wywołać efekt mrożący, a więc powstrzymać innych przed wyrażaniem tego samego zdania. Jednocześnie jest to więc opresyjna próba kneblowania ust. Chodzi tutaj o to, aby ten jeden konkretny komunikat (o ludobójstwie cywilnej ludności w Gazie) nie był w żadnej formie artykułowany i tym sposobem umarł śmiercią zapomnienia. Proizraelscy publicyści i politycy oraz pospolici rasiści podejmują próby, aby fakt wymordowania tak wielkiej liczby ludności cywilnej zrelatywizować, umniejszyć i zignorować; kwestionują więc liczbę wymordowanych, podają dla zmyłki liczby osób zmarłych w tym samym czasie śmiercią naturalną, dodają zaginionych, podważają wiarygodność źródeł niewygodnych informacji albo po prostu zaprzeczają bez podawania żadnych kontrargumentów. Wszystko po to, abyśmy machnęli ręką i wyrzucili ten fakt z pamięci.
Czy zatem mamy „wybaczyć” (i zapomnieć) współczesnemu Izraelowi jego okrucieństwa z uwagi na bolesną przeszłość tego narodu? Stanowczo nie. Byłoby to niemoralne i obrzydliwe. Historia, piękna, bolesna czy tylko krzepiąca, nie jest i nie może być parawanem dla współczesnych, którzy chcą za nim ukryć swoje grzechy.
Dariusz Wiśniewski
03/28/2026
Byłem nawet w Budapeszcie
Nieśmiałe promienie słońca, niczym reflektor prowadzony niepewną ręką, odkrywają przed nami nagie pola, skromne domki, niektóre z nich walące się, inne opuszczone. Wszystko lichutkie, zapadnięte, biedne. Jakaś przygarbiona kobieta, rozwieszająca właśnie pranie na sznurach, wyprostowała się i z zaciekawieniem odprowadza wzrokiem nasz samochód. Pies bezgłośnie szczeka w naszą stronę. Gdybym nie był pewien, że jest rok 2026, zgadywałbym pewnie, że są to obrazy z późnych lat 90-tych. Jesteśmy zaledwie godzinę drogi od Budapesztu.
Zapaść gospodarczą można przezwyciężyć. Wiemy, że można też przywrócić praworządność, nawet wtedy, kiedy mafijne struktury, zastępujące państwo prawa, funkcjonują od 16 lat, tak jak na Węgrzech. Dużo trudniej jest odnaleźć zagubioną tożsamość; dawne poczucie imperialnej wielkości, znaczenie, dumę narodową. Oraz sens istnienia i trwania. Naród, który utracił połączenie ze swoją historią i musi ją tworzyć na nowo, jest zagubiony i niepewny; ulega powolnej degradacji i nie tylko traci tożsamość, ale zastyga w apatii. Dławiony resentymentem i brakiem poczuci wartości staje się łatwym łupem dla różnych szarlatanów. Za masową pauperyzację i utratę praw obywatelskich wini się wtedy jakiegoś wroga; Wspólną Europę, sąsiadów, Żydów czy światowe „lewactwo”. Taki stan narodu miał na myśli Jarosław Kaczyński, kiedy marzył o Budapeszcie w Warszawie. I prawie mu się udało.
Po roku 1920 Węgry straciły większość swojego terytorium i ponad 3 mln. ludności. Nagle, będąc filarem ogromnego imperium, potężne Węgry stały się niewielkim, mało znaczącym krajem. Z dnia na dzień. Ta data to nie tylko cezura czasowa; to granica oddzielająca dwie osobowości. Jedna z nich nadal tkwi beznadziejnie w przeszłości, druga szlocha w rozpaczy.
Jemy zupę gulaszową w historycznym dystrykcie. Oprócz nas w restauracji nie ma nikogo. Za oknami wznosi się szeroki budynek węgierskiego Parlamentu. O tej porze jest ładnie oświetlony. Po Dunaju przesuwa się kilka turystycznych barek, w połowie pustych. Prosimy kelnera, aby zrobił nam zdjęcie. Uprzejmie się zgadza. Pyta, skąd jesteśmy. Z Polski – odpowiadamy. Robi niewyraźną minę i chowa się za niewielki bar z butelkami wina.
Dariusz Wiśniewski